Szukaj na tym blogu

niedziela, 4 września 2011

Klucz do zagadki z Jelling w szkatule z Kamienia Pomorskiego?

Jest jeszcze jeden powód, aby po raz trzeci na tym blogu wrócić do tematu szkatuły kamieńskiej i jej wielkiego znaczenia jako dzieła sztuki wikińskiej. W artykule "Sztuka Wikingów od Pomorza po Hiszpanię" wspomniałem, że kaseta ta zainspirowała duńskich archeologów do odtworzenia na ich oryginalnych miejscach, po raz pierwszy w historii, domów Wikingów w Trelleborgu, a po wielu latach także w Fyrkat W tamtym poście, a także w kolejnym zatytułowanym "Szkatuła kamieńska czy wolińska?", przedstawiłem najbardziej ugruntowane wśród historyków hipotezy co do miejsca wytworzenia szkatuly z Kamienia, a także tej z Bambergu.

Dzisiaj chciałbym podjąć temat  wartości interpretacyjnej szkatuły kamieńskiej, niewykorzystanej moim zdaniem, a czasami nawet pomijanej przez historyków zajmujących się sztuką wikińską albo kulturą normańską w ogóle. Powróćmy do zestawienia motywów zdobniczych tej szkatuły z wikińską płytą nagrobną z Londynu, zamieszczonego w poprzednim poście. Oto jeszcze jedna ilustracja tej płyty, pierwsza jaka została wykonana po jej wydobyciu z ziemi w 1852 roku, a zatem w czasach kiedy fotografia stawiała dopiero pierwsze kroki i nie była jeszcze w stanie zastąpić dokładnego rysunku.
 

Znaleziono ją przypadkowo na głębokości około 6 metrów, w zbitym żółtym drobnym piasku, podczas  kopania fundamentów pod duży magazyn, na miejscu byłego cmentarza. Cmentarz istniał do 1087 roku, kiedy to pożar zniszczył dużą część Londynu i także kościół św. Pawła. Niedaleko płyty, w podłużnym wykopie, znaleziono także dobrze zachowane szczątki człowieka. Jako że w połowie XIX wieku "prawdziwa" archeologia interesowała się głównie starożytną kulturą śródziemnomorską, kości ludzkie nie zostały ani zbadane, ani zachowane. Także jeden duży fragment płyty (już bez napisów runicznych) wrzucono z powrotem do wykopu. Po wydobyciu widoczny był granatowy kolor, a także ślady koloru czerwonego, jakimi pokryte były wyrzeźbione motywy. Przedstawiają one duże zwierzę o fantastycznych cechach (z porożem, ale i z kłami i pazurami) oraz mniejsze, uosabiajace być może smoka (ma skrzydła), chociaż "nie klasycznego", bo z rogami. Zdobnictwo to reprezentuje kolejny chronologicznie okres sztuki wikińskiej po stylu Jelling i stylu Mammen, zwany stylem Ringerike. Tak prawdopodobnie wyglądała oryginalna ornamentyka płyty, po odtworzeniu zachowanych kolorów:
 

Swoją drogą interesujący jest fakt, że w dzisiejszym Londynie tereny wzdłuż Tamizy leżą 4-5 metrów wyżej, niż tysiąc lat temu. W przypadku Szczecina poziom obszarów wokół Odry i Jeziora Dąbie podniósł się w tym okresie o 9-10 metrów. Wskazuje to jak wielkie znaczenie w badaniach archeologicznych, zwłaszcza dotyczących epok prehistorycznych, ma uwzględnienie tempa (i jego zmienności w czasie) sedymentacji fluwialnej w rejonach leżących na obrzeżach rzek i pradolin.

Pod tym względem tereny Pomorza w obrębie Niziny Szczecińskiej można uznać za potencjalnie bardzo interesujące dla badań nad prahistorią tego regionu. Wymaga to jednak zamiast tradycyjnych wykopalisk metodą łopaty i szpachelki, które dla tego okresu i w tym rejonie praktycznie nie mają racji bytu, zastosowania innego podejścia: multi-dyscyplinarna i międzynarodowa współpraca naukowców, z zastosowaniem nowoczesnych, w większości bezinwazyjnych metod, z wykorzystaniem także nowych metod określania wieku warstw geoarcheologicznych, na przykład metoda optyczna OSL (optoluminescencyjna). Dzięki takiemu podejściu (artykuł Marcina Ryszkiewicza w Gazecie Wyborczej "Kim byli pierwsi Amerykanie") naukowcy w USA byli w stanie zrewidować długo utrzymujący się pogląd, że pierwsi ludzie dotarli do Ameryki 12-13 tysięcy lat temu, podczas gdy w wyniku ich badań w Buttermilk Creek (Texas) przesunięto ten okres o ponad dwa tysiące lat wcześniej (a zatem jeszcze przed powstaniem Cieśniny Beringa około 13.000 BP). Ale to już inny temat.

Tutaj załączę panoramę Londynu z 1843 roku (źródło: "Illustrated London News", 1843), wskazującą że w środku miasta Tamiza miała jeszcze w owym czasie piaszczyste, nieuregulowane brzegi, na których następowała dalej akumulacja rzeczna. Dzisiaj to historia: żeglowne rzeki mają najczęściej umocnione brzegi, które nie pozwalają na kumulowanie się na nich osadów rzecznych. Te zalegajace na dnie rzeki, są cyklicznie wybierane przez pogłębiarki, co zapobiega spłycaniu się portów. Niektóre ze starych wielkich portów jak Szczecin, niedawno jeszcze największy na Bałtyku, z uwagi na spłycanie przez osady Odry jego kanałów, traci na znaczeniu.


Wracajmy powoli do pytania zadanego w tytule postu.  Wielki kamień runiczny z Jelling został postawiony za życia Haralda Sinozębego, zapewne u szczytu jego potęgi jako króla Danii i Norwegii, około 975 roku. Kamień ten jest uznawany za najstarszy w Skandynawii zabytek zawierający ornamentykę chrześcijańską, jakim jest wizerunek Chrystusa z rozpostartymi ramionami. Na innej stronie jest następująca inskrypcja: "Król Harald kazał wykonać ten pomnik ku pamięci jego ojca Gorma i jego matki Tyry; Harald który zdobył dla siebie całą Danię i Norwegię i uczynił Duńczyków Chrześcijanami", a na trzeciej wyobrażenie czworonożnego zwierzęcia i węża. Ornamentyka była oryginalnie pokolorowana, a współczesne dwie próby odtworzenia interesującego nas boku wyglądają następująco:

 

Ta strona najsławniejszego w Skandynawii kamienia runicznego nadal budzi wśród historyków żywe kontrowersje. Większość z nich, biorąc pod uwage inne kamienie runiczne Wikingów, w tym także ten spod katedry St. Paul's w Londynie, uważa że kamień z Jelling zawiera wyłącznie motywy chrześcijańskie. Tego zdania jest m.in. Przemysław Kulesza z Muzeum Narodowego we Wrocławiu ("Ewolucja symboliki misyjnej w Skandynawii w epoce Wikingów na przykładzie motywu walczącego jelenia", 2009), podobnie jak Else Roesdahl, znana badaczka kultury wikińskiej (o której wspomniałem we wczesniejszym poście), oraz Egon Wamers, dyrektor Muzeum Archeologicznego we Frankfurcie nad Menem. Uważają oni, że kamień z Jelling przedstawia jelenia walczącego z wężem, który to symbol  znany jest w religii chrześcijańskiej od jej zarania. Jeleń i wąż uosabiają w niej odwieczny antagonizm, jakim jest walka dobra ze złem, światła z ciemnościami.

W tradycji celtyckiej zarówno jeleń, jak i wąż, mają cechy pozytywne, boskie. Przykładem tego jest powstałe około II-I wieku p.n.e. srebrne naczynie, tzw. kocioł z Gundestrup, na którego ścianach widnieje m.in. wizerunek siedzącego Cernunnosa, rogatego boga celtyckiego, mającego po prawicy jelenia, a po lewicy węża. W mitologii celtyckiej jeleń uosabia zwinność i szybkość, dobry węch (wyczucie) i łagodność, podczas gdy wężowi przypisuje się mądrość, przebiegłość, witalność i zdolność do odradzania się. Widocznie te cechy były w kulturze celtyckiej niezmiernie cenione i utrwalane, dając w ten sposób tym ludom względną przewagę cywilizacyjną nad sąsiadującymi z nimi plemionami.


Bardzo interesująca jest analiza ornamentyki kamienia Haralda Sinozębego, przeprowadzona przez Jordana Siemianowskiego ("Koegzystencja dwóch światów, pogańskiego i chrześcijańskiego, na przykładzie kamieni runicznych z Jelling", Toruń 2010). Autor przywołuje m.in. interpretację tej strony kamienia przez jedną z największych autorytetów w dziedzinie sztuki wikińskiej, Signe Horn Fuglesang, której zdaniem przedstawia ona wizerunek lwa walczącego z wężem, symbolizującego Chrystusa i szatana. Wydaje mi się jednak, iż gdyby ten obraz przedstawiał walkę, to całkowicie opleciony przez węża lew musiałby sugerować, że walkę tą on przegrał. Trudno więc w roli lwa byłoby podstawiać Chrystusa. Z drugiej strony atakujący wąż jest zwykle przedstawiany z szeroko rozwartym pyskiem i z kłami. Postać tego węża nie wskazuje, że ma on złe zamiary wobec lwa. Można się raczej dopatrzyć pewnej harmonii tych ciał, sugerującej ich współegzystencję, a nie przeciwieństwo. Tych dwoje autorów uznaje jednak, że lew i wąż na kamieniu Haralda uosabiają walkę i odzwierciedlają symbolikę chrześcijańską.

Innym przykładem ornamentyki wczesnochrześcijańskiej, gdzie lew i wąż nie są do siebie w opozycji, jako uosobienie odpowiednio dobra i zła, ale stoją po tej samej stronie sił nieczystych jest fragment mozaiki podłogowej baptysterium w X-wiecznym klasztorze św. Klemensa w Ochrydzie, Macedonia.


Negatywną dla chrześcijan rolę tych zwierząt wyjaśnia napis w części baptysterium, w której przebywają osoby w oczekiwaniu na chrzest (katechumenum). Przywołuje on zdanie z Psalmu 19,13 Starego Testamentu: "Będziesz stąpał po lwie i smoku (wężu, bazyliszku)". Podaję za publikacją "Lychnidos à l’époque paléochrétienne et son noyau urbain", Vera Bitrakova Grozdanova, Sympozjum Nisz i Bizancjum 2009. 

Jeszcze jednym przykładem potwierdzającym, że we wczesnym średniowieczu w symbolice chrześcijańskiej lew stał po tej samej stronie zła, co wąż jest poniższa reprodukcja z Psałterza Sztutgardzkiego, ilustrująca werset 13 z powyższego psalmu, gdzie wąż i lew zostali pokonani przez siły dobra. To dzieło sztuki karolińskiej z 316 kolorowymi miniaturami powstało w Paryżu latach 820-830.


W pracy zbiorowej "Old Norse religion in long-term perspectives", Lund 2007, zwraca się uwagę na pozytywne cechy węża, jakie występują w pogańskiej mitologii skandynawskiej. W czasach przedchrześcijańskich wąż mógł być uosobieniem boga Odina, jako że ten kiedyś sam przemienił się w węża. W grobach kobiet wikińskich znajdowane są amulety-zawieszki z wizerunkiem węża, co może sugerować iż symbolizował on, tak jak w innych starych religiach, także płodność.

Kult węża w tradycji nordyckiej został przeniesiony zapewne z kultury celtyckiej, bowiem pojawia się on wśród ludów skandynawskich już w okresie ich migracji w głąb Europy na początku naszej ery, w rejony basenu Morza Czarnego i Srodziemnego. Przykładem zabytku z okresu przedwikińskiego jest tak zwany kamień czarownicy z wężami (szw. Ormhäxan). Nazwa pochodzi zapewne już z czasów chrześcijańskich, gdy wężowi nadano cechy złowrogie, bowiem wizerunek węży nie sugeruje wcale wydźwieku negatywnego, a wręcz przeciwnie - można dopatrywać się w nim pochwały płodności.


W religii chrześcijańskiej natomiast wąż nigdy nie nosił w sobie cech pozytywnych. Stał się on uosobieniem sił ciemnych i złych, tak jak jeleń sił dobrych, bowiem w myśl przepowieści biblijnej połknął węża. Wyeksponowany przez biblię antagonizm tych zwierząt dobrze przedstawia poniższa reprodukcja mozaiki z VI wieku n.e. z Qasr Libya:


Historycy sztuki Lise Gjedssoe Bertelsen i Lise Gotfredsen ("Fra kong Haralds billedrunesten i Jelling til Alnö-døbefonten i Medelpad", Stockholm 1998) porównały zoomorficzne figury na kamieniu z Jelling z rzeźbami na drewnianej, pochodzącej z początku XIII wieku chrzcielnicy z kościoła Alnö w Medelpad, w północnej Szwecji. Uważają one, że w obydwu przypadkach figury te przedstawiają lwy, a ich rolą jest chronienie wykonanych obiektów.

Ich zdaniem lew (a nie jeleń) na kamieniu z Jelling opuszcza głowę w obliczu boga lub bogów i wznosi łapę w geście składania hołdu. Wąż nie jest według autorek przedstawiony jako symbol zła, lecz jako uczestniczący w tym hołdowaniu. Analogia pozytywnego wyobrażenia lwa z Jelling i z Alnö jest uderzająca. Wnioski z analizy porównawczej tych dzieł sztuki skandynawskiej muszą jednak uwzględniać istotne różnice w czasie (dwa wieki) i w przestrzeni (niemal przeciwne krańce państwa Wikingów) między porównywanymi zabytkami.
 

Wracając do symboliki jelenia i węża należy jednak zwrócić uwagę, że jest ona znana w wielu kulturach pogańskich. O ile jeleń towarzyszył ludom łowieckim w Europie w ich zmaganiach o przetrwanie i w ich wierzeniach już od conajmniej górnego paleolitu (30-40 tysięcy lat temu), o tyle symbolika węża - wydaje się - została przyniesiona na nasz kontynent przez imigrujące z Azji Srodkowej i Mniejszej pierwsze indo-europejskie ludy rolnicze około 8-9 tysięcy lat temu. Co prawda pierwsze wężopodobne formy graficzne zachowały się w Europie z górnego paleolitu (jaskinia Rouffignac), ale najstarszym zabytkiem świadczącym o religinym znaczeniu węża w kulturach europejskich jest wykonana około 5.100 lat p.n.e. rytualna waza z neolitycznej osady Vinca (czytaj Wincza), w Serbii.

Wspomnijmy na marginesie o wyrażanych czasami opiniach, że znaleziony w Vinca tzw. stary europejski skrypt, czyli zbiór znaków tworzących prawdopodobnie początki pisma indoeuropejskiego, reprezentuje pierwsze prapismo Słowian. Hipotezie tej zaprzeczałby fakt, że kultura Vinca wiąże się wprowadzeniem do Europy techniki wytopu metali (miedzi), które to umiejetności przypisuje się haplogrupie r1b, reprezentowanej dzisiaj głównie przez zachodnich Europejczyków, a nie Słowian. Ludy tworzące kulturę Vinca przybyły z Anatolii, a ich przodkowie pochodzili z północnego Iranu. Europejskie protopismo z Vinca powstało mniej więcej równolegle z neolitycznym protopismem zrodzonym w Chinach (Jiahu, prowincja Henan). Związki poszczególnych kultur prehistorycznych z różnymi grupami genetycznymi wymagają dalszych badań w dziedzinie antropologii i genetyki prehistorycznej.
 

Bezpośrednio z tradycji świata antycznego (Teofrast z Eresos, Plutarch z Cheronei, Pliniusz Starszy) oraz z tradycji judaistycznej symbolika węża została przeniesiona do Nowego Testamentu, a jej negatywne znaczenie utrwalone w tradycji chrześcijańskiej przez wczesnośredniowiecznych świętych. Trzeba jednak zauważyć, że jeszcze w Starym Testamencie (Księga Królów) wąż spełniał rolę pośrednika pomiędzy bogiem i człowiekiem. Wykonany z brązu, jak głosi księga, przez Mojżesza, pozostawał od połowy X wieku p.n.e. aż do czasów króla Ezechiasza (Hezekiah), czyli do przełomu VIII/VII wieku p.n.e., w sanktuarium Swiątyni Jerozolimskiej, do którego jako uosobienia boga, modlili się i składali ofiary Izraelici. Mitologia chrześcijańska przejęła symbolikę jelenia i węża tak, jak wiele innych wyobrażeń ze starszych tradycji religijnych, na których się oparła i wykokorzystała, dla łatwiejszego przyswojenia nowej wiary. Nie ma tu miejsca jednak, aby ten ciekawy temat rozwijać. 

Z cywilizacji minojskiej z epoki brązu pochodzi ta oto unosząca w dłoniach węże boginii z Knossos (Kreta), utrwalona w figurce z fajansu egipskiego (w odróżnieniu od innego rodzaju fajansu z czasów nowożytnych), wykonana około 1.600 lat p.n.e. Węże oraz odkryty biust wskazują, że postać przedstawia boginię płodności. Zwraca uwagę nie tylko siedząca na kapeluszu łasiczka, ale wyjątkowo "nowoczesny", podkreślający talię i biodra, o wysokim poziomie kultury krawieckiej (chciałoby się rzec - haute couture) styl noszonej przez boginię odzieży: opięta bluzka, rozkloszowana spódnica i zdobiony (pleciony lub haftowany) fartuszek - konwencja, która półtora tysiąca lat później, w epoce renesansu, stała się modna na królewskich dworach całej Europy.


Opinia P. Kuleszy, że motyw jelenia z wężem na kamieniu runicznym z Jelling może pochodzić z wpływów sztuki ottońskiej (czyli z X-XI wieku) także nie wydaje się uzasadniona, bowiem jeleń nie był w tamtych czasach w przekazach kultury kontynentalnej dominującym "bohaterem" wśród zwierząt. W zbadanych przez K. Meinhoffa 40 utworach epickich o czasach Karola Wielkiego, a spisanych w XII wieku, to nie jeleń był zwierzęciem najczęściej wymienianym, ale lew, a następnie kolejno pies, dzik, wilk, koń i dopiero jeleń, pięciokrotnie rzadziej wspominany w tej literaturze niż lew ("Die Vergleiche in den altfranzösischen Karlsepen", Marburg 1886).  Sigmund Oerl w pracy "Vierbeinerdarstellungen auf schwedischen Runensteinen", Göttingen 2011, stwierdził, że "szczególnie warty zauważenia jest fakt, że w sztuce ottońskiej i karolińskiej nie znaleziono żadnych dowodów przedstawiających walkę pomiędzy lwem a wężem".

W rozstrzygnięciu sporu o to, jakie zwierzę przedstawione jest na kamieniu w Jelling, a zatem czy reprezentuje ono tradycję chrześcijańską (przyjmując, że jeleń stał się we wczesnym średniowieczu motywem charakterystycznym także i dla tej religii) czy także pogańską, moim zdaniem może pomóc szkatuła kamieńska. Łączy ją z kamieniem Haralda z Jelling nie tylko ten sam styl zdobniczy Mammen, ale ten sam region wykonania (południowo-zachodni Bałtyk), podobny okres wykonania (między około AD 975 a 1025), a być może i ten sam sponsor, jeżeli przyjmiemy jedną z poważniejszych hipotez, że szkatuła kamieńska była darem Haralda Sinozębego.

Jakkolwiek i ona pełna jest fantazyjnych wyobrażeń ze świata roślinnego i zwierzęcego, to jednak postać lwa wydaje się być dość jednoznaczna, jeżeli zauważymy że w odróżnieniu od przedstawień na innych zabytkach (kamieniach runicznych) lew z Kamienia, podobnie jak ten z Jelling, wyposażony jest w wyraźną grzywę. Oto zestawienie tych dwóch szczegółów:
 

Jeżeli uwzględnimy, że obydwa wyobrażenia lwów oddają jeszcze takie cechy anatomiczne jak długi ogon, pazury i kły (widoczne na kamieniu z Londynu), a także że fantazyjne "poroże" dodane jest nie tylko lwu ale i smokowi (kamień z Londynu), to wydaje się że należy uznać, że kamień runiczny Haralda Sinobzębego z Jelling reprezentuje równocześnie dwie tradycje: chrześcijańską (postać Chrystusa) i pogańską (wizerunek lwa i węża).

Wyobrażenia lwa i węża na wikińskich kamieniach runicznych wywodzą się moim zdaniem bezpośrednio  zarówno z tradycji wczesnobizantyjskiej (przenikającej do kultury nordyckiej od czasów Ostrogotów), jak i także z celtyckiej. Najgłębsze jej korzenie sięgają antycznej Babilonii i Indii. W przeciwieństwie jednak do tradycji chrześcijańskiej zwierzęta te w kulturze wikińskiej uosabiają cechy pozytywne, a nawet boskie.

Prowadzenie przez Wikingów handlu między Bizancjum a Europą zachodnią i kontrolowanie podstawowego szlaku między Bałtykiem a Morzem Czarnym, wiodącego dorzeczami rzek Wołchow, Łować i Dniepr,  było źródłem bogactwa Wikingów i ich siły politycznej.

Stopniowe wzmacnianie się powstałego w IX wieku państwa Rusi Kijowskiej, broniącego się przed cyklicznymi inwazjami Pieczyngów z jednej strony, z drugiej zaś przegrana przez Bizancjum decydująca bitwa z Turkami w 1071 roku, przerwały ciągłość zbudowanego przez Wikingów historycznego szlaku handlowego i zakończyły ich dominację w Europie. Po upadku Wikingów, począwszy od XII wieku motyw lwa w kulturze skandynawskiej przestał już  powszechnie występować.

 Post scriptum (2014):

Ostatnie lata przyniosły w naszym kraju wiele znaczących odkryć archeologicznych z okresu budowania zrębów państwa polskiego (X-XI wiek), które - o ile same w sobie nie przełomowe, są jednak na tyle czytelne i jednoznaczne w swojej wymowie, że w powiązaniu z dotychczasowym dorobkiem archeologii w kraju i za granicą, stworzyły podstawy do zasadniczo nowego spojrzenia na źródła i przyczyny nagłego (w perspektywie historycznej) uformowania się struktur państwowych w Polsce.

Rysujące się już od wielu lat, poza oficjalną wykładnią naszych historyków, zarysy nowych interpretacji źródeł archeologicznych i historycznych znalazły swój mocno uargumentowany i spójny wyraz w zbiorze esejów Zdzisława Skroka "Czy wikingowie stworzyli Polskę?" (Iskry 2013), a także w w hipotezie sformułowanej przez Marka Skarbka Kozietulskiego "Czy władztwo piastowskie wyrosło na wiślańskich szlakach do Orientu?", Los Angeles 2013.

W tym świetle widać wyraźnie, że ewolucja kulturowa i polityczna najpierw wśród Obotrytów, a później także wśród Ranów i Pomorzan, w okresie VIII-X wieku, musiała być w znaczącym stopniu stymulowana przez bezpośredni, wewnątrzplemienny, a później wewnątrzpaństwowy w niej udział Wikingów.

3 komentarze:

  1. "W przypadku Szczecina poziom obszarów wokół Odry i Jeziora Dąbie podniósł się w tym okresie o 9-10 metrów."

    kiedy to nieprawda jest...

    OdpowiedzUsuń
  2. Miąższość holoceńskich osadów rzecznych w dolinie Odry sięga 10-15 metrów w jej górnym i środkowym biegu oraz do 20 metrów w jej dolnym biegu. Z uwagi na znaczne przetrzebienie przez człowieka lasów na terenie całego dorzecza Odry w ostatnim tysiącleciu oraz uregulowanie w ostatnich dwóch wiekach brzegów rzeki na wielu odcinkach jej górnego i środkowego biegu, tempo przyrostu osadów u ujścia Odry zwiększyło się znacznie w tym okresie.

    Nie ma w tym zakresie bezpośrednich danych dla Odry i Wisły, ale porównując wyniki badań wielkości sedymentacji fluwialnej w delcie Renu/Mozy w ostatnim tysiącu lat, gdzie tempo osadzania się lekkich zawiesin rzecznych jest obecnie około 3.4 raza większe, niż było w całym holocenie, można ostrożnie przyjąć że u ujścia Odry gromadzi się średniorocznie około 200 tysięcy ton piasku oraz około 850 tysięcy ton osadów zawiesinowych, nanoszonych z jej dorzecza [por. G. Erkens et al. 2006 - "Holocene sediment budgets of the Rhine Delta (The Netherlands): a record of changing sediment delivery"].

    Roczne tempo przyrostu przybrzeżnych osadów w górnym biegu Odry (Kotlina Raciborska) wynosiło w latach 1750-1950 przeciętnie około 9 milimetrów, a w ostatnim 60-leciu wynosi aż 17 milimetrów, do czego przyczyniła się głównie wielka powódź z 1997 roku, w wyniku której poziom tych osadów podniósł się tylko w jednym roku o około 30 cm [por. A. Czajka 2007 - "Środowisko sedymentacji osadów przykorytowych rzek uregulowanych na przykładzie górnej Odry i górnej Wisły"].

    OdpowiedzUsuń
  3. Można tu dodać prace prof. Urbańczyka, B. Stanisławskiego o Jomswikingach i Wolinie a także ciekawą książkę A. Ruszczyńskiego o Mieszku I.

    OdpowiedzUsuń